|
Blog > Komentarze do wpisu
Dandelion Wine, Psyche - No MercyDandelion Wine
Takiej obsówy koncertowej to dawno nie zaliczyłem, koncert zaczął się przed 22 czyli z dwugodzinnym opóźnieniem. Na rozgrzewkę zainstalował się support ze zdaje się Australii. Dwie kolorowe panny jedna na klawiszach, druga na wokalu, i pan grający na różnych instrumentach. Muzyka w miarę ciekawa trudna do sklasyfikowania. Koncert na kolana nie rzucił, ale jakby trafiła mi się płyta to bym przesłuchał z ciekawością. Psyche
Po przerwie na scenę weszło Psyche. Na scenie powitaliśmy Darrina Huss, który jest w grupie od początku. Z pewną ciekawością przjeliśmy fakt, że nie jest to duet tylko już trio i na scenie zainstalował się trzeci muzyk. Z pewnym niepokojem szedłem na koncert, zespół darzę dużym sentymentem, ale ostatni kierunek w jakim grupa podążyła, niezbyt mnie rajcował. Pierwszy raz zetknąłem się z grupą jakoś na początku lat 90-tych przy okazji płyty Influence zaprezentowanej w jednej z audycji przez Tomka Beksińskiego. Płyta była dla mnie wtedy pewnym objawieniem, że można grać muzykę elektroniczną i ma to klimat dość gotycki. Zespół nigdy nie ukrywał fascynacji Soft Cell, ale moim zdaniem poszedł dalej, o ile Soft Cell się zestarzało i tylko kilka kawałków po latach się broni, to Influence brzmi nadal dobrze. Interesowanie się nowymi nagraniami grupy zakończyłem gdzieś na płycie Intimacy, zespół poszedł w electro i jak dla mnie robiło się zbyt tanecznie. Z drugiej strony chwilę przed koncertem zapoznałem się z najnowszym wydawnictwem "Club Salvation" z zeszłogo roku, niby takie nie nowe bo to jednak składanka, ale za to w dużej mierze z innymi wersjami kawałków. Płyta mimo miejscami tanecznych bitów, jednak zawiero sporo fajnych melodii i dobrze się tego w pewnych okolicznościach słucha. Dodatkowo w necie pojawił się dość ciekawy cover Joy Division "Disorder" w wykonaniu Psyche. To skłoniło mnie ostatecznie aby wpaść na koncert. Klub No Mercy najlepszych miejsc do koncertowania nie należy, niepokojąca była też frekwencja, około 20-tej garstka osób, ale gdy koncert się zaczął, publika gdzieś skądś się zbiegła i było całkiem licznie (jak na taki klub, schowany gdzieś pod ziemią). Zespół zaczął dość tanecznie, dwie pary klawiszy i w środku Darrin. Po kilku kawałkach lewy klawiszoweic obrócił się i wziął do ręki ... gitarę, co w większość, łącznie ze mną mocno zaskoczyło, pozytywnie oczywiście. Dzięi temu część kawałków usłyszeliśy w innych wersjach co bardzo urozmaiciło koncert. Darrin mocno rozgrzał publiczność, musiał chyba ze trzy razy wracać na scenę i bisować. Jako ciekawostkę warto odnotować cover "Sex Dwarf" wspomnianego już Soft Cell. Ogólnie koncert należ zaliczyć do udanych, spora dawka tzw. "elektro" ale ze smakiem zagrane. czwartek, 22 maja 2008, kadamowi
|
|